Kuchnia Wietnamska #1

Nie raz padło pytanie o to, w którym państwie jest najlepsze jedzenie. Moje stanowisko jest dosyć proste - nie porównuję kuchni wg tego, która jest lepsza, a która gorsza. Moim zdaniem każde państwo posiada własną, wykształconą kulturę kulinarną, która jest niepowtarzalna i nieporównywalna. 

W Azji Południowo Wschodniej zauważyłem pewien trend. Wietnam północny przez swój chłodniejszy klimat oferuje mniejszą ilość przypraw oraz ziół, które po prostu tam nie występują. Słynny jest z pieprzu! Im bardziej na południe, tym można wyczuć bardziej pikantne i urozmaicone potrawy. W Wietnamie południowym jest natomiast... pikantnie, lecz nie powiedziałbym, że bardzo. Pikantniej jest na zachodzie - w mojej ulubionej Kambodży, ale o tym  napiszę za jakiś czas. 

Kuchnia Wietnamska jest niezwykle zdrowa, używa się dużej ilości warzyw oraz ziół. Nawet jeżeli jesteś mięsożercą, koniecznie zamów sobie jakieś danie wegetariańskie i... porównaj! Polecam dania ze szpinaku wodnego lub ichniejszego bakłażana (eggplant). Mięso jest używane w niewielkich ilościach, często wrzucają jedynie pare plasterków na całe danie.

Wietnamczycy ciągle jedzą! Oczywiście brałem z nich przykład, o dziwo zrzuciłem parę kilo... raj? 

Wraz z różnicami w przyprawach zmieniają się sposoby przyrządzania zupy Phở oraz sajgonek (spring rolls). Spring rolls podają albo smażone, albo świeże. Na zdjęciu widać jak wygląda proces tworzenia takiego prawdziwego papieru ryżowego przez lokalnych mieszkańców. Pani wykłada uformowane placki na suszarke i się suszą parę godzin. 

Wietnam zaskakuje! Dodatkowo w każdym mieście znajdziecie ich własne lokalne potrawy, z których są dumni. 

W dzisiejszym poście skupię się na Hoi An, moim ulubionym mieście w Wietnamie - wkrótce to udowodnie i założę się, że podbije ono Wasze serca!

Tamże jednym z takich tradycyjnych dań były white roses (nazwa nadana przez francuzów). Są to niewielkie pierogi z przeźroczystego ciasta z nadzieniem krewetkowym, koniecznie posypywane pieczonym, chrupiącym czosnkiem oraz podawane ze słodkim sosem. Szczerze powiedziawczy, cieszę się, że je spróbowałem, lecz moje kubki smakowe poszukują mocniejszych wrażeń, dlatego nie przypadly mi zbytnio do gustu. Róże mają bowiem strasznie delikatny smak, nie są broń boże niedobre! 

W Hoi An zakochałem się w Cao Lau. W ogóle co w tym daniu jest takie wyjątkowe? Po pierwsze, jest to danie makaronowe, które nie zawiera w sobie zupy, tylko gęsty, aromatyczny sos. Poza tym, oprócz wieprzowiny dodaje się makaron, do którego wyrobienia używa się wody ze źródeł  oraz zieleniny występujących tylko i wyłącznie w Hoi An!! Aby zwieńczyć danie, posypywane jest smażoną, chrupiącą słoniną. Danie jest podawane w taki sposób, aby każdy sobie mógł w misce wymieszać i się dosłownie się nim rozkoszować. Cao Lau można znaleźć w każdej piętrowej restauracji, w której nie ma klimatyzacji, dlatego polecam wejść na piętro, wybrać stolik na balkonie i podziwiać miasto pełne lampionów i kolorów. 



Trzecią potrawją jaka utkwiła mi w pamięci są najlepsze fresh spring rolls jakie jadłem w życiu! Nadziane były makaronem, lokalną zieleniną, mango oraz krewetkami, do tego podane były z sosem orzechowym. Tu się zatrzymam na chwilę - jako fan wszelkiego orzechowego istnienia, zakochałem się w tym sosie! Ciężko mi opisać ten smak, ale coś jakby.. kwaszone orzechy? Jednym słowem - cudo :) Tydzień temu próbowałem odtworzyć to danie, poniżej przepis (przyznam skromnie, że wyszły przepyszne). 

  • Paczka dużego papieru ryżowego, 
  • Pierś z kurczaka, 
  • Jedno dojrzałe mango, 
  • Makaron vermicelli, 
  • Sałata strzępiasta, 
  • Szczypiorek, 
  • Zioła (kolendra, mięta). 
  • Masło orzechowe crunchy (najlepiej Sante), 
  • Mleczko kokosowe. 
  • Chilli w płatkach i świeże, 
  • Sos sojowy, rybny. 

Faza 1 - przygotowania:

Gotujemy makaron wg przepisu z paczki, smażymy piersiaka (ja smażyłem w marynacie z chilli i sosu sojowego). Czekamy, aż wszystko wystygnie, kroimy kurczaka w cienkie plasterki. To samo robimy z mango. Sałatę obmywamy w zimnej wodzie i rozrywamy na średniej wielkości strzępki. 

Faza 2 - formowanie spring rolls'ów:

Nie udało mi się uchwycić niestety sposobu zwijania, ale załączam grafikę (komuś ukradłem, ale dokłanie tak uczyłem się zwijać spring rollsy w Wietnamie). 

Na sam początek wlewamy ciepłą wodę do głebokiego talerza, bierzemy drugi talerz, moczymy czystą ściereczkę w wodzie, aby była na tyle wilgotna, żeby oddawała ciecz (jakkolwiek to brzmi) i kładziemy na płasko na talerzu (jest to ważne, ponieważ papier ryżowy może się połamać). Najpierw zanurzamy delikatnie boki płatka ryżowego, później kładziemy na ściereczkę i lekko przyciskamy. Jak będzie już w miarę plastyczny, kładziemy najpierw sałatę i zioła, później pare nitek makaronu, na to plasterki kurczaka i na koniec mango (proporcje zależą od tego, kto czego ile lubi). 

Zatrzymajmy się na grafice i 3cim kroku. Tam, gdzie kończy się nadzienie, równolegle kładziemy szczypiorek, aby wystawał i zwijamy do końca. Viola! 

Faza 3 - sos orzechowy

Jest to typowy sos do satay'ów. Wlewam mleczko kokosowe do miski, dodaję pare łyżej masła orzechowego, sos rybny, chilli świeże i w płatkach - miksuję. Trzeba szybko jeść, bo papier ryżowy schnie! Ale o to się nie należy matwić :) 

Jeżeli podoba Ci się to, co piszę i chcesz więcej, daj lajka :) 

Pozdrawiam!!